|
lastFM lista-lista
Tragedia życiowa 2.0 Sąsiad puka do drzwi. Nie używa dzwonka, choć jest. I od razu w progu, na do środka niewejście, żąda przyciszenia ‘Crystalline’ w (Omar Souleyman Remixie). Odpowiadam, że przykro mi, ale nie mogę, bo właśnie nadaję bezpośrednią radiową transmisję do wszechświata, a musi ona być głośna. Głośna, by zagłuszyć satelity z B-612. Choć w sumie, samo zagłuszenie, to mało, bo transmisja ma pójść jeszcze dalej, za Niedźwiedzicę Niemałą. Sąsiad wychodzi, a ja nie zapalając światła wchodzę do kuchni. Otwieram okno. A tam jeszcze widniej niż tu u mnie. Śnieg zza okna promieniuje białością, jasnością i czymś, czego jeszcze w tej chwili odszyfrować nie potrafię. Oj, napadało śniegu. Napadało. Oj, będzie z tego wojna. Oj, znów zaskoczy drogowców. Zaskoczy na bank. Tylko drogowców? Jednak czytelnik królem, ma rację. Zaskoczy pół Polski! Jeśli nie cały wszechświat. Przynajmniej tą jego część, która podpięta jest pod TVN Meteo. I tramwaje jutro nie ruszą z krańcówek. Ja jutro nie dojadę do pracy. Jutro ugrzęznę w śnieżnej trawie na Narodowym, który zupełnie przypadkiem nocą przemieści się na łódzki ełkaes. I choć teraz piszę te rzeczy małoważne i mało ważkie, a komputer mi doskwiera i doskwiera, to muzyka się niesie, wszechświat jest dokarmiony. Choć ogólnie to gniot życiowy. Tragedia życiowa. Więc nagle w pól nie dosłyszanego taktu zmieniam Björk na Cassettes Won't Listen, a zaraz potem na Radiohead. I niech Ten głos niesie się na wyżyny wszechświata. Gdzie śnieg topi się wcześniej, niż ktokolwiek o nim kiedykolwiek pomyślał. Idę spać.
Jest noc. Śni mi się chrzestny i ciągnie mnie do siebie w zaświaty. Bo mu tam ponoć smutno. A ja mam obrazek papieża na parapecie i modlę się, że nie chcę jeszcze umierać.
chlopiec-z-plasteliny 2012-02-16 01:10:05 skomentuj (3) Tragedia życiowa Śpię ostatnio średnio 16 godzin na dobę. Nie śpię tylko 8. Tydzień temu zepsuły mi się rolety w oknach. Już się nie odsłaniają. Dziś stanął ostatni zegarek. Nie odmierzam czasu. Telefon dawno rozbiłem o podłogę. Zapałki przejęły rolę życiowych niezbędników – wykałaczek osi czasu. Papierosów nie dogaszam, są wiecznymi kadzidłami.
A horoskop usypia to wszystko i pisze: „Nadmiar obowiązków może powodować, że mniej czasu znajdziesz dla siebie, nie należy powracać do negatywnych wydarzeń z przeszłości, sprzyja ci dialog i równowaga, dojdziesz do celu”.
chlopiec-z-plasteliny 2012-02-12 17:41:14 skomentuj (2) Puste słowo na P – przemoc Ustaliliśmy już, że w ostatnich miesiącach mój (ale nie tylko!) świat zawęził się do jednego słowa. I nie mam tu na myśli fabuły jakiś afirmacyjnych życiowo oczekiwanych pozytywnych ekscytujących zmian, ale niegdyś zupełnie fikcyjne, a dziś straszliwie realne słowo. Słowa na L są bezduszne, spełniają się, oznaczają śmierć jeszcze za życia. A teraz okazuje się jeszcze, że innych przeraźliwych liter jest jeszcze więcej. Głos konsultacji społecznych przemawia, a ja nie będę na niego patrzył – zepsuł mi wesele życia! […] W ostatecznym rozrachunku siła okazuje się być zobowiązaniem ponad siły dobiegającym z planety, z którą zderzenie grozi śmiercią. […] Ale powróćmy do akcji z początku tej notki, która toczy się w murach niepedagogicznej budowli, gdzie fabuła skupia się na pedagogicznym ujęciu specyficznych potrzeby edukacyjnych, o których tak jakby ktoś zapomniał. Jednym gestem zapalonej zapałki podpala właśnie całą mądrość terapeutów spisywaną w licznych pracach dyplomowych na wielu kierunkach. Szkoła bez przemocy – puste słowo na P.
chlopiec-z-plasteliny 2012-01-18 15:10:53 skomentuj (3) Słodkie słowo na L – likwidacja Po obecności ciągłej, choć niepiśmiennej, wracam. Wracam z nowym wpisem. Oto się on zaczyna. Zaczyna się. I już na początku mam wszelkie powody, by się obawiać, że czeka was wydumana pseudofilozoficzna bzdura. Bo od jakiegoś czasu żyję jakby w szeroko rozumianej bzdurze. I choć chaotyczne obrazy mogą jednak przerodzić się w esencjonalną narrację. To jednak będzie to narracja jeszcze bardziej gorzką. Bo zdecydowanie łatwiej się pisze ostatnio niż oddycha. Ale zaczynajmy! Zachowania wokół obserwowane są w bezlitosnym zbliżeniu, atmosfera gęstnieje, pozorna radość pryska. Świat gestu, znaku migowego, rytuału, rozpada się jak domek z kart. Widzicie mnie na tle ze spadającymi z nieba martwymi gołębiami. I taki stan, jakby melancholia ta dodawała większej mocy w obliczu śmierci niż życia… [...] I mógłbym pisać, pisać. Ale urywam. Do mojej zawodowej planety zbliżą się planeta inna i grozi śmiercią. Słodkie słowo na L – likwidacja.
chlopiec-z-plasteliny 2012-01-17 15:29:06 skomentuj (2) |